Rozdział III (w trakcie)
- Ile ty w ogóle masz lat? Trudne pytania zadawała ta mała. Ale skoro już ją wpuściłem i się rozgościła i miłą miała twarz (taką lisią, trochę kokieteryjną), to postanowiłem trochę się nad tym zastanowić. Jerry tłumaczył mi, że to normalne, że się ma problem z datami, z samoświadomością i tak dalej, ale żeby nie wiedzieć, ile ma się lat? Nie potrafię tego nawet oszacować, a kiedy patrzę w dowód, to zaraz zapominam. No ale nie o tym tu teraz. Matylda chciała wiedzieć, jak bardzo mógłbym być jej bratem, czy tam ojcem w tym momencie (może nawet dziadkiem, nie wiem). - Stary jestem – odpowiedziałem. - Dwadzieścia lat masz? - Pewnie tak. - To mało. - To dużo. - Ja mam czternaście. To dopiero jest dużo. Z matematyki chyba była tak samo dobra, jak z przedmiotów humanistycznych (albo ja nie do końca nadążałem za jej abstrakcyjnym tokiem myślenia). Może źle zrobiłem, ale zdjąłem jej z półki mocno zakurzoną, opasłą powieść Orzeszkowej i położyłem na biurku. Matylda popatrzyła ...

